PKS JEDZIE NA SKRÓTY

Zgłosiły się cztery firmy. Najkorzystniejsze oferty przedstawili przewoźnicy z Miedzyrzeca Podlaskiego i Radzynia. Międzyrzecki PKS szybko odpadł, bo w pismo wkradła się pomyłka i wstawiono cenę miesięczną, a nie roczną. Gmina postanowiła także zbadać podejrzanie niską stawkę radzyńskiej spółki. Jan Gil, prezes PKS Radzyń Podlaski wyjaśnia, skąd to nieporozumienie. – Zaoferowana przez nas kwota jest połową wymaganych kosztów, druga połowa będzie pochodzić z dofinansowań z Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Istnieje możliwość refundacji kosztów w ramach systemu sprzedaży imiennych biletów miesięcznych. Prezes PKS dodaje, że skierował pismo wyjaśniające do Urzędu Gminy. Do podpisania umowy pomiędzy podmiotami jednak nie doszło. – Chciałem dokonać uzupełnienia w umowie w postaci aneksu, w którym znajdują się informacje o dopuszczeniu biletów miesięcznych. A to w żaden sposób nie naraża gminy na dodatkowe koszty – utrzymuje Gil. Gmina nie przystała na taki obrót sprawy. Wiesław Mazurek, wójt gminy wyjaśnia, że o chęci skorzystania przez radzyński PKS z dofinansowania dowiedział się za późno. – W tej chwili jesteśmy powiązani umową ustną z przewoźnikiem. Dzieci są dowożone na wcześniejszych zasadach, ale po niższych cenach. W związku z zaistniałą sytuacją przygotowujemy nowy przetarg – wyjaśnia Mazurek. Zdaniem Jarosława Ejsmonta, sekretarza gminy, radzyński przewoźnik wybrał drogę na skróty. – Interesowało nas, aby spółka przez 10 miesięcy transportowała dzieci z gminy do szkoły i z powrotem. Prosiliśmy o przygotowanie ofert na podstawie takich wytycznych. Propozycja PKS Radzyń była niezgodna ze specyfi kacją, bowiem ujęto dotację, o której nie było mowy w umowie – irytuje się Ejsmont. Jan Gil odpowiada, że jego firma nie ma obowiązku, aby obecnie wozić dzieci. – Z drugiej strony gdybym się nie zgodził, naraziłbym gminę na duże straty i komplikacje, bowiem nie było żadnego innego chętnego przewoźnika, który by się zgodził – odbija piłeczkę prezes PKS.