KTO ZABIŁ KOMENDANTA W HUSZLEWIE?

pt. „Dom zły”. Mordujący kolegę policjant – do dziś pozostający w służbie czynnej – zamykający oczy na fakty i ustalenia, w imię solidarności zawodowej i z obawy o wybuch gigantycznej afery, wysocy rangą oficerowie policji – według tej historii, która przed miesiącem została zgłoszona, jako oficjalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratora generalnego, już nie wiadomo, kto pilnuje przestrzegania prawa, a kto je łamie. Do tragicznego wydarzenia .doszło 12 października 1997 roku. Tego dnia, w godzinach wieczornych, został zastrzelony Henryk Semeniuk, komendant komisariatu policji w Huszlewie. Jego zwłoki na łące, w pobliżu drogi do Białej Podlaskiej odnalazła rankiem następnego dnia mieszkanka Huszlewa. Początkowo śledztwo szło w kierunku śmierci samobójczej, w dalszym toku kierunku morderstwa dokonanego rzekomo przez ochroniarzy z pobliskiej dyskoteki. – Od samego początku z grupą kolegów uważaliśmy, że to całkowicie błędny kierunek. A co więcej, mieliśmy podejrzenie, że ktoś celowo prowadzi sprawę na manowce – mówi w rozmowie z Tygodnikiem Podlaskim Ryszard Modelewski, który w tamtym czasie uważany był za jednego z najlepszych specjalistów zajmujących się działaniami wyjaśniającymi zbrodnie w województwie lubelskim. Podjęto przez niego śledztwo wykazało, że autorem wszystkich dezinformacji był funkcjonariusz Jarosław N. (dane zmienione przez redakcję), który i wówczas i dziś pracował w sekcji kryminalnej komendy rejonowej policji w Łosicach. To zobligowało Modelewskiego do kolejnych działań, które, jedne po drugich, potwierdzały jego podejrzenia. „Nabyta przeze mnie wiedza obligowała mnie do szybkich działań niecierpiących zwłoki zabezpieczenia dowodów. Na moją sugestię takiej decyzji nie podjął komendant Stanisław Kata i dosłownie nic nie zrobił w tym kierunku. Był moment, gdy szedłem z N. do komisariatu i gdy miałem zdać relacje komendantowi. N. gwałtownym zrywem i bardzo szybko nic nie mówiąc pobiegł schodami prowadzącymi na pierwsze piętro do swojego mieszkania służbowego. Mocno mnie tym zaskoczył, ale też szybko pobiegłem do pokoju, gdzie był komendant Kata. Słychać było, ze na górze, gdzie był N., coś jest przesuwane, jakieś stuknięcia. Powiedziałem do Katy: idziemy tam szybko, on chce coś ukryć, coś tam ważnego dla sprawy się dzieje. W ogóle nie było reakcji ze strony Katy, stał, jak zablokowany. Nie poszedłem tam sam, bo uświadomiłem sobie, że on ma pistolet, ale też nie mogłem podejmować czynności przymusu bezpośredniego czy zabezpieczania dowodów wobec policjanta, bez zgody obecnego komendanta” – czytamy w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa, którą Ryszard Modelewski złożył do prokuratora generalnego w Warszawie. Z dalszej relacji byłego naczelnika sekcji kryminalnej bialskiej komendy wynika, że podjęte przez niego czynności potwierdziły to, iż to N. dokonał zbrodni. Modelewski dotarł m.in. do świadków, którzy słyszeli, jak N. groził Semeniukowi, którego miał obwiniać o pośrednie przyczynienie się do śmierci jego – czyli N. – dziecka. O wynikach swojego dochodzenia Modelewski informował przełożonych, ale ci nie byli zainteresowani drążeniem kierunku, który groził megaskandalem dla całej policji w regionie i mógł doprowadzić do zakończenia wielu karier”. Prawda jest taka, że nikt oficjalnie nie chciał mnie wesprzeć, robiono tylko, co zlecił komendant Siewierski. Taka fałszywa lojalność i tragiczna postawa. Ja wiem, że nie chodziło o ochronę tej osoby, ale o ochronę siebie, o dalszą karierę. Komendant Siewierski awansował na to stanowisko po wydarzeniu w Łomazach, gdzie komendant komisariatu zastrzelił w trakcie przesłuchania młodego człowieka” – pisze do prokuratora generalnego Ryszard Modelewski, który uważa, że ujawnienie prawdy o zbrodni w Huszlewie byłoby tak wielką aferą, iż zniszczyło by karierę policjanta mającego nadzór nad całym terenem i odpowiedzialnego za wszystko, co dotyczyło policji, czyli Ryszarda Siewierskiego. Niedługo później Ryszard Siewierski wyjechał z Białej Podlaskiej do komendy stołecznej, a stąd do komendy głównej policji, na stanowisko zastępcy komendanta głównego, co – zdaniem Ryszarda Modelewskiego – na dobre zastopowało śledztwo w sprawie śmierci komendanta w Huszlewie. Jeżeli w tym, co oficjalnie napisał do prokuratora generalnego Ryszard Modelewski jest chociaż fragment prawdy, bez wątpienia stoimy na progu jednej z największych afer w policji ostatnich lat. Do sprawy wrócimy w kolejnym wydaniu Tygodnika Podlaskiego.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij