LOKATORZY TRAFIĄ NA BRUK?

Bezskutecznie. – Sytuacja jest absurdalna, bo nawet zimą, przy kilkunastostopniowym mrozie, otwieramy okna. Nikt przecież nie jest w stanie funkcjonować przy takiej temperaturze w mieszkaniu. Poza niedogodnością warunków mieszkaniowych i permanentnymi chorobami dzieci, które poddawane są „terapii” polegającej na stałym mieszaniu mrozu z upałem, to marnotrawstwo skutkuje także i tym, że miesięcznie płacimy za ropę 600 zł – mówi nam Jakub Kardas, mieszkaniec pechowego osiedla, który dodaje: – Bloki zostały ocieplone, wymieniono okna, przybyło również mieszkańców, a rachunki zamiast maleć, stale rosną – opowiada. – Wszystko dlatego, że ceny paliwa strasznie wzrosły. Niestety, nie mamy środków, by zakupić zawory do grzejników w każdym mieszkaniu – tłumaczył w miniony czwartek na spotkaniu z lokatorami Tomasz Rogowski, dyrektor Zakładu Administrowania Nieruchomościami z osiedlem w Kuraszewie. Szkopuł w tym, że podobnie, jak z ogrzewaniem, wygląda sytuacja z opłatami za wodę. Także w tym przypadku opłaty są najwyższe w regionie. – W mieszkaniach zamontowano liczniki, których wskazania nie mają wiele wspólnego z faktycznym zużyciem wody. Stale przychodzą dopłaty – mówi mieszkająca na osiedlu lokatorka (prosi o anonimowość). Na początku roku stawka za metr sześcienny ciepłej wody wynosiła 36 zł i powinna obowiązywać do kolejnej podwyżki. Gdy jednak mieszkańcy osiedla w Kuraszewie otrzymali rozliczenia końcowe, dowiedzieli się, iż za ciepłą wodę mają płacić 41 zł/m3. W efekcie w „tanich blokach” – jak obiecywano mieszkańcom, gdy je zasiedlali – w Kuraszewie opłaty są wyższe, niż w Lublinie. Za pół roku mamy dopłacić 1500 zł. Nie wiem, co będzie dalej – mówi nam Jakub Kardas. W podobnym tonie wypowiadają się inni mieszkańcy feralnego osiedla, którzy zapowiadają, że „bez względu na wszystko” nie będą ponosić horrendalnych, najwyższych w województwie, opłat mieszkaniowych, na ponoszenie których zwyczajnie ich nie stać. Co będzie dalej?