W telewizji jak za komuny

Paszki Małe to miejscowość w gminie Radzyń Podlaski. W połowie listopada dobiegła tam końca kadencja sołtysa. Na wiejskim zebraniu nie znalazł się chętny do podjęcia się tej roli. Zdarza się tak w niejednej wiosce.

Kłamstwa Polsatu…

Bezkrólewie w Paszkach zaciekawiło jednak szukającego sensacji reportera Telewizji Polsat, który do radzyńskiej gminy pofatygował się osobiście. Efektem był wyemitowany w polsatowskich „Wydarzeniach” materiał „Wybierz sołtysa”. Na początku stycznia w Paszkach wybrano w końcu nowego sołtysa. Została nim Krystyna Borkowska. Reportera Polsatu to wydarzenie już nie interesowało. Był zajęty poszukiwaniem nowych sensacji.

… i brak odzewu na protest mieszkańców

Władze gminy postanowiły, że nie odpuszczą tej sprawy. Naciskali na to zbulwersowani mieszkańcy. W rezultacie radni przyjęli stanowisko wyrażające „oburzenie i zdecydowany sprzeciw wobec manipulacji i kłamstw” wyemitowanych w Polsacie. Stwierdzili, że stacja sprawę przedstawiła w „sposób tendencyjny i urągający zasadom rzetelnego dziennikarstwa”. Wytknęli też wszystkie kłamstwa zawarte w materiale, takie jak obrazek zrujnowanego budynku ze zniszczonym dachem i rozwalająca się przy nim drewnianą „sławojką”, który wcale nie pochodził z miejscowości Paszki Małe. Stanowisko radnych przekazano do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Rady Etyki Mediów, sejmowej i senackiej komisji kultury i środków przekazu oraz do TV Polsat. Odzewu brak.

TVP nie gorsza…

W połowie grudnia całą Polskę obiegła wiadomość o „bulwersujących” wypadkach w gminie Międzyrzec. I nie tylko Polskę, bo „Teleexpres” TVP, który się do tego przyczynił, emitowany jest także poza naszymi granicami. – Dzwoniła do mnie przerażona ciotka z Kanady, pytając co się tam u was dzieje – opowiada Mirosław Kapłan, były wójt gminy Międzyrzec. Przypomnijmy kilka tytułów: „Nieprzespana noc w urzędzie. Mieszkańcy nie pozwolili wójtowi wynieść dokumentów”, „Skandal w gminie. Mieszkańcy podejrzewają, że ekipa Kapłana wywozi dokumenty z urzędu”, „Mieszkańcy Międzyrzeca Podlaskiego nie pozwolili odwołanemu wójtowi wynieść dokumentów”. Wszystko rozegrało się 16 grudnia, po godz. 18. Było już po referendum, w którym Mirosława Kapłana odwołano z funkcji wójta. On sam i jeden z kierowników porządkowali w urzędzie dokumentację, spodziewając się rychłego przybycia do gminy komisarza. Wtedy do urzędu zapukali policjanci. Jak się okazało, jeden z radnych, zawiadomił mieszkańców gminy i komisariat, że wójt z urzędnikiem pakują do samochodu dokumenty. Pod urzędem szybko pojawiła się grupa politycznych przeciwników wójta, odgrażając się, że nie pozwoli okradać gminy. Wzywany trzykrotnie patrol policji pojawiał się, za każdym razem stwierdzając, że nie ma podstaw do interwencji wobec wójta i kierownika. Pod urzędem pojawiła się oczywiście ekipa telewizyjna. W wyemitowanym później materiale nie brakowało podejrzeń i oskarżeń o niszczenie i usuwanie dokumentów. Przesłanie było oczywiste: „ekipa Kapłana sprząta po sobie”.

… i również nie prostuje

W minionym tygodniu radzyńska prokuratura poinformowała o zakończeniu czynności sprawdzających i odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie niszczenia i usuwania dokumentów w międzyrzeckim Urzędzie Gminy. Trudno byłoby jednak znaleźć tę informację w mediach, które wcześniej donosiły o „skandalu w gminie”. – Nie było żadnej kradzieży czy wynoszeniu dokumentów – opowiada Mirosław Kapłan. – Pracownik miał zadanie uporządkowania i zarchiwizowania dokumentacji. Część pracy chciał wykonać w domu, bo było już późno. I miał na to moje upoważnienie. Były wójt podkreśla, że nie był nawet zaskoczony cała sytuacją, bo jak twierdzi, po politycznych przeciwnikach mógł się spodziewać takiej prowokacji. – Wszystko to były manipulacje i pomówienia – mówi Mirosław Kapłan. – Oczernić człowieka jest dziś bardzo łatwo – stwierdza.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij