Na Podlasiu powstanie niebawem największa elektrownia słoneczna

Budowa elektrowni to kolejny efekt współpracy pięciu sąsiadujących ze sobą gmin, leżących nad rzeką Zielawą. Wisznice, Rossosz, Sosnówka, Podedwórze i Jabłoń, działają od 2008 roku w porozumieniu partnerskim „Dolina Zielawy”. Przeprowadziły już kilka wspólnych inwestycji, skutecznie pozyskując pieniądze z Unii Europejskiej. Elektrownia w Bordziłowce jest ich drugim projektem związanym z odnawialnymi źródłami energii (OZE). Od 2012 roku w gminach, które zawarły porozumienie, zainstalowano – głównie na dachach prywatnych domów – blisko tysiąc kolektorów słonecznych, służących do grzania wody.

Energia ze słońca

Grunt pod elektrownię wygospodarowały władze gminy Rossosz. Położona w Bordziłówce działka o powierzchni około 3,5 hektara spełnia wszystkie kryteria i wymogi techniczne pod budowę tego typu obiektu. Elektrownię postawi i będzie nią zarządzać stworzona przez współpracujące gminy spółka pod nazwą Energia Doliny Zielawy. Przetarg na budowę ma być rozstrzygnięty w połowie maja, a budowa ma się zakończyć do końca października. Farma fotowoltaiczna (to inna nazwa elektrowni słonecznej) będzie się składała z ponad 5,5 tysięcy paneli absorbujących energię słoneczną i przetwarzających ją na prąd, które zostaną ustawione w rzędach na specjalnych stelażach. Panele przypominają wyglądem kolektory solarne, widoczne na dachach coraz większej liczby budynków, również w naszym regionie. Moc elektrowni wyniesie `1,4 MW, także dzięki temu, że w okolicy panują doskonałe warunki – to rozległy, płaski teren o bardzo wysokim nasłonecznieniu. Obiekt w Bordziłówce będzie największą elektrownią słoneczną w Polsce. Pierwsza w kraju, naziemna farma fotowoltaiczna o mocy 1 MW, działa w Wierzchosławicach pod Tarnowem.

Inwestycja zwróci się w ciągu 7 lat

Ile to będzie kosztowało? Włodarze tworzących porozumienie gmin szacują, że na elektrownię trzeba będzie wydać około 9, 5 miliona złotych. Ponad 3,7 mln zł będzie pochodziło z dofinansowania unijnego, a reszta z pożyczki udzielonej przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie oraz komercyjny bank. Samorządowcy zamierzają szybko odzyskać zainwestowane pieniądze – szacują, że dzięki sprzedaży wytworzonej w Bordziłówce energii elektrycznej do sieci krajowej spłacą zobowiązania w ciągu 7 lat, a potem zamierzają już tylko liczyć zyski. Pieniądze uzyskane za prąd z elektrowni mają pokrywać rachunki za elektryczność gmin tworzących porozumienie. Jeśli plan się powiedzie, to oszczędności w gminnych budżetach będą więc naprawdę niebagatelne.

Nie tylko ekonomia

Budowa elektrowni słonecznej to jednak nie tylko pieniądze. Choć te są z pewnością najważniejsze, to władzom gmin, które zawiązały porozumienie, bardzo zależało także na ochronie środowiska i utrzymaniu niepowtarzalnego charakteru okolicy, która nie została skażona przez działalność przemysłową. To dzięki temu rolnicy zajmujący się uprawą zbóż, warzyw, owoców czy ziół produkują wysokiej jakości zdrową żywność. – Zależy nam na walorach turystycznych i ekologicznych naszego regionu – podkreśla Kazimierz Weremkowicz, wójt gminy Rossosz. – Celem przedsięwzięcia jest poprawa stanu środowiska naturalnego obszaru turystycznego Dolina Zielawy poprzez rozwój i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii oraz ochrona wód, gleby i powietrza. Miejmy nadzieję, że ambitna inwestycja bez perturbacji dobiegnie do szczęśliwego finału. Mieszkańcom gmin „Doliny Zielawy” życzymy zaś bezchmurnego nieba!

Energia w rękach monopolistów

Elektrownia w Bordziłówce jest pozytywnym przykładem wykorzystania odnawialnych źródeł energii. Niestety, w Polsce wciąż nie możemy w pełni korzystać z dobrodziejstw OZE. Wszystko przez szokującą opieszałość rządzącej koalicji PO-PSL we wdrażaniu unijnych dyrektyw w tym zakresie. Do polskich rolników mogłoby trafi ć nawet 15 miliardów złotych, gdyby odpowiednie przepisy wprowadzono szybko i skonstruowano w taki sposób, by promowały rodzimych producentów prądu wykorzystujących odnawialne źródła energii. Tak dzieje się w zachodniej Europie, a jednym z najciekawszych rozwiązań są spółdzielnie zrzeszające indywidualnych dostawców prądu pochodzącego z OZE. Tymczasem w Polsce w uprzywilejowanej pozycji są wielkie koncerny, nierzadko zarządzane zza granicy. O to, by przepisy dotyczące OZE były tworzone z myślą o obywatelach, a nie wielkim biznesie, od dawna walczy senator Grzegorz Bierecki. Sprawę zamieszania wokół ustawy o OZE opisywaliśmy obszernie m.in. w minionym wydaniu Tygodnika Podlaskiego.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij