Czy dla Sawickiego Witos był frajerem?

Obywatel demokratycznego państwa nie musi podzielać poglądów rządzących krajem. Mniejszość musi uznać wolę większości. Pod warunkiem, że ta większość została wyłoniona w trakcie wolnych uczciwych wyborów. Taka jest logika demokracji. Obywatel ma jednak prawo do szacunku dla osób sprawujących w jego kraju władzę. Niestety, minister rolnictwa Marek Sawicki konsekwentnie robi wszystko, aby pozbawić nas, protestujących nawet tego prawa. 

Już rok temu, w dniu 26.02.2014 r., w programie III Polskiego Radia, w audycji „Za a nawet przeciw”, Marek Sawicki oskarżył NSZZ RI „Solidarność” o wciąganie „nieświadomych rolników” w obronę interesów dużych dzierżawców, którzy nie chcą udostępnić 30 proc. dzierżawionych gruntów na powiększenie kilkunastu, kilkudziesięciu hektarowych rodzinnych gospodarstw chłopskich. Stwierdził również, że warto upublicznić, ile i na jakich warunkach dzierżawią z Agencji Nieruchomości Rolnych protestujący rolnicy w zachodniopomorskim. 

Metody jak PRL-u 

Wszyscy pamiętamy również, wypowiedź szefa resortu rolnictwa zapytanego o poszkodowanych przez rosyjskie embargo polskich rolników (którzy byli zmuszeni do sprzedaży jabłek za bezcen), że „…są frajerami, a on szanuję biznesmenów, a nie frajerów”. Mimo tego, sondażowe wyniki wyborów samorządowych wskazały, że wśród rolników zwyciężył PSL. Ministra Sawickiego sukces wyborczy PSL najwyraźniej umocnił w przekonaniu, iż postępuje właściwie. Najwyraźniej doszedł również do wniosku, że PSL raz zdobytej władzy nie odda nigdy, gdyż stosuje metody rodem z PRL. 

Tak jak za komuny przeciwnik polityczny nie był po prostu przeciwnikiem, ale musiał być „zaplutym karłem”, tak obecnie jeżeli brakuje argumentów, trzeba co najmniej zohydzić oponenta, a że argumenty się w gruncie rzeczy nie liczą, pozostają zniewagi. Kłamstwo stało się powszechnie stosowanym i niestety akceptowanym przez społeczeństwo instrumentem walki politycznej. Powyższe metody Marek Sawicki stosuje z wielką zręcznością, a wydaje się, że również z dużą przyjemnością. 

W imię czego protestujemy? 

Odnosząc się do naszego protestu z 22 stycznia 2015 r. stwierdził, że przedkładamy interes własny nad publiczny. 

Wynika z tego, że zdaniem ministra we własnym interesie od ponad dwóch lat domagamy się i ponosząc znaczne koszty walczymy o: 

• Zaprzestanie masowej wyprzedaży ziemi z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa.

W sytuacji kiedy internet pełen jest dokumentów i analiz, a w praktyce bez problemu można znaleźć dowody na to, że polska ziemia rolnicza stała się przedmiotem spekulacji. Kiedy cena od momentu wstąpienia do UE do chwili obecnej wzrosła o ok. 500 procent i dalej rośnie. Twierdzenie, że masowa wyprzedaż państwowej ziemi leży w interesie publicznym jest bardzo odważną tezą. 

• Uznanie dzierżawy za pełnoprawną formę rozdysponowania gruntów oraz zagwarantowanie możliwości kontynuacji dzierżawy przez następców prawnych. 

Naszym zdaniem dzierżawa jest sprawdzoną formą władania gruntami i stanowi gwarancję zachowania narodowego charakteru ziemi. Obecnie dzierżawa jest marginalną formą gospodarowania gruntami. Czy pan minister naprawdę jest przekonany, że jest to zgodne z interesem publicznym? 

• Objęcia „tarczą antykorupcyjną” procesu gospodarowania gruntami z Zasobu WRSP oraz aktywnego udziału instytucji i organów państwowych w zwalczaniu patologii związanych z rozdysponowaniem gruntów. 

W wyniku naszych protestów doszło do kontroli NIK w kilku Oddziałach Terenowych ANR. Czy to jest działanie we własnym interesie? 

• Przygotowanie rozwiązań prawnych wzorowanych na innych krajach UE ograniczających pełną swobodę obrotu ziemią rolniczą i wspierających rodzinny charakter gospodarstw rolnych. To oczywiście również leży w naszym własnym interesie. 

• Wprowadzenie pod obrady Sejmu wniosku obywatelskiego w sprawie referendum w obronie Lasów i Polskiej Ziemi. 

To także czysta prywata. Zdaniem ministra Sawickiego, żadne dotychczasowe kontrole nie potwierdziły też wyprzedaży gruntów rolnych dla obcokrajowców. Trudno w tym przypadku zarzucić ministrowi mówienie nieprawdy. Rzeczywiście ziemię od ANR kupują spółki z większościowym udziałem polskim lub podstawieni przez obcy kapitał obywatele polscy. 

Dopiero po nabyciu gruntów obcy kapitał przejmuje udziały w spółkach. W przypadku osób podstawionych „słupów” istnieje kilka sposobów przekazania nabytych gruntów w ręce obcego kapitału. Mechanizmy te wykazała między innymi kontrola NIK. 

Pan minister raczył również stwierdzić, że liderzy pikiety szukają rozgłosu, choć dokonale wie, że istnieją łatwiejsze sposoby na zdobycie popularności niż trwanie przez 77 dni na mrozie. 

Dobre, czyli złe gospodarstwo rodzinne

I jeszcze jedna przykra sprawa która wymaga wyjaśnienia. Minister stwierdza , że liderzy pikiety z powodzeniem korzystają z gruntów agencyjnych i regularnie poszerzają swoje umowy o dzierżawę. Minister nie stwierdza, że łamią prawo. Celem wypowiedzi jest – jak pisaliśmy wyżej – zohydzenie nas i podważenie zaufania. Pan Sawicki ma zapewne na myśli naszego przewodniczącego Edwarda Kosmala, który zamiast wysłać dzieci na zmywak do Anglii, pomógł im utworzyć własne gospodarstwa. W efekcie trzy czy cztery rodziny gospodarują łącznie na około 400 hektarach. 

Wspólnie użytkują sprzęt, uzupełniają się wiedzą i umiejętnościami. Dodatkowo tworzą miejsca pracy na obszarze typowo popegeerowskim. Wydawałoby się, że mamy do czynienia z modelowym przykładem gospodarstwa rodzinnego. Wydawałoby się, bo z jakichś powodów przeszkadza ono ministrowi, który obejmując urząd przysięgał dochować wierności postanowieniom Konstytucji. A przecież art. 23 mówi wyraźnie, że podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne. Dlaczego więc ministrowi przeszkadza 400 ha gospodarstwo rodziny Kosmalów, a nie przeszkadza sytuacja kiedy kilka lub kilkanaście spółek, zarejestrowanych pod tym samym adresem, będących własnością kilku osób są właścicielami kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy hektarów? Często tworząc miedzy sobą grupy producenckie i wyciągając dodatkowe środki. 

Czy Witos był frajerem? 

W czasach kiedy ZSL sięgał po dziedzictwo PSL, działacze tej partii chętnie odwoływali się do Wincentego Witosa. Dziś pewnie Marek Sawicki nazwałby go frajerem, przecież przez całe życie niczego się nie dorobił, a minister „szanuje biznesmenów nie frajerów”. 

Mimo wszystko zadedykujemy ministrowi i całej koalicji PO – PSL następujące słowa Wincentego Witosa: „Rząd współdziałający z narodem, na pozór nawet chwiejny, uważam za silniejszy od tego, który tym narodem rządzi nie pytając się go o wolę i zdanie. Istoty rządu nie stanowi komenda ani mocne gesty, dowodem siły nie jest gwałt i nadużycia, lecz autorytet oparty na prawie i woli narodu. Oklaski gapiów i zachwyt pochlebców mogą być komuś przyjemne, ale stanowią zarazem groźne ostrzeżenie”. 

Obywatel demokratycznego państwa nie musi podzielać poglądów rządzących krajem. Mniejszość musi uznać wolę większości. Pod warunkiem, że ta większość została wyłoniona w trakcie wolnych uczciwych wyborów. Taka jest logika demokracji. Obywatel ma jednak prawo do szacunku dla osób sprawujących w jego kraju władzę. Niestety, minister rolnictwa Marek Sawicki konsekwentnie robi wszystko, aby pozbawić nas, protestujących nawet tego prawa. 

Już rok temu, w dniu 26.02.2014 r., w programie III Polskiego Radia, w audycji „Za a nawet przeciw”, Marek Sawicki oskarżył NSZZ RI „Solidarność” o wciąganie „nieświadomych rolników” w obronę interesów dużych dzierżawców, którzy nie chcą udostępnić 30 proc. dzierżawionych gruntów na powiększenie kilkunastu, kilkudziesięciu hektarowych rodzinnych gospodarstw chłopskich. Stwierdził również, że warto upublicznić, ile i na jakich warunkach dzierżawią z Agencji Nieruchomości Rolnych protestujący rolnicy w zachodniopomorskim. 

Metody jak PRL-u 

Wszyscy pamiętamy również, wypowiedź szefa resortu rolnictwa zapytanego o poszkodowanych przez rosyjskie embargo polskich rolników (którzy byli zmuszeni do sprzedaży jabłek za bezcen), że „…są frajerami, a on szanuję biznesmenów, a nie frajerów”. Mimo tego, sondażowe wyniki wyborów samorządowych wskazały, że wśród rolników zwyciężył PSL. Ministra Sawickiego sukces wyborczy PSL najwyraźniej umocnił w przekonaniu, iż postępuje właściwie. Najwyraźniej doszedł również do wniosku, że PSL raz zdobytej władzy nie odda nigdy, gdyż stosuje metody rodem z PRL. 

Tak jak za komuny przeciwnik polityczny nie był po prostu przeciwnikiem, ale musiał być „zaplutym karłem”, tak obecnie jeżeli brakuje argumentów, trzeba co najmniej zohydzić oponenta, a że argumenty się w gruncie rzeczy nie liczą, pozostają zniewagi. Kłamstwo stało się powszechnie stosowanym i niestety akceptowanym przez społeczeństwo instrumentem walki politycznej. Powyższe metody Marek Sawicki stosuje z wielką zręcznością, a wydaje się, że również z dużą przyjemnością. 

W imię czego protestujemy? 

Odnosząc się do naszego protestu z 22 stycznia 2015 r. stwierdził, że przedkładamy interes własny nad publiczny. 

Wynika z tego, że zdaniem ministra we własnym interesie od ponad dwóch lat domagamy się i ponosząc znaczne koszty walczymy o: 

• Zaprzestanie masowej wyprzedaży ziemi z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa.

W sytuacji kiedy internet pełen jest dokumentów i analiz, a w praktyce bez problemu można znaleźć dowody na to, że polska ziemia rolnicza stała się przedmiotem spekulacji. Kiedy cena od momentu wstąpienia do UE do chwili obecnej wzrosła o ok. 500 procent i dalej rośnie. Twierdzenie, że masowa wyprzedaż państwowej ziemi leży w interesie publicznym jest bardzo odważną tezą. 

• Uznanie dzierżawy za pełnoprawną formę rozdysponowania gruntów oraz zagwarantowanie możliwości kontynuacji dzierżawy przez następców prawnych. 

Naszym zdaniem dzierżawa jest sprawdzoną formą władania gruntami i stanowi gwarancję zachowania narodowego charakteru ziemi. Obecnie dzierżawa jest marginalną formą gospodarowania gruntami. Czy pan minister naprawdę jest przekonany, że jest to zgodne z interesem publicznym? 

• Objęcia „tarczą antykorupcyjną” procesu gospodarowania gruntami z Zasobu WRSP oraz aktywnego udziału instytucji i organów państwowych w zwalczaniu patologii związanych z rozdysponowaniem gruntów. 

W wyniku naszych protestów doszło do kontroli NIK w kilku Oddziałach Terenowych ANR. Czy to jest działanie we własnym interesie? 

• Przygotowanie rozwiązań prawnych wzorowanych na innych krajach UE ograniczających pełną swobodę obrotu ziemią rolniczą i wspierających rodzinny charakter gospodarstw rolnych. To oczywiście również leży w naszym własnym interesie. 

• Wprowadzenie pod obrady Sejmu wniosku obywatelskiego w sprawie referendum w obronie Lasów i Polskiej Ziemi. 

To także czysta prywata. Zdaniem ministra Sawickiego, żadne dotychczasowe kontrole nie potwierdziły też wyprzedaży gruntów rolnych dla obcokrajowców. Trudno w tym przypadku zarzucić ministrowi mówienie nieprawdy. Rzeczywiście ziemię od ANR kupują spółki z większościowym udziałem polskim lub podstawieni przez obcy kapitał obywatele polscy. 

Dopiero po nabyciu gruntów obcy kapitał przejmuje udziały w spółkach. W przypadku osób podstawionych „słupów” istnieje kilka sposobów przekazania nabytych gruntów w ręce obcego kapitału. Mechanizmy te wykazała między innymi kontrola NIK. 

Pan minister raczył również stwierdzić, że liderzy pikiety szukają rozgłosu, choć dokonale wie, że istnieją łatwiejsze sposoby na zdobycie popularności niż trwanie przez 77 dni na mrozie. 

Dobre, czyli złe gospodarstwo rodzinne

I jeszcze jedna przykra sprawa która wymaga wyjaśnienia. Minister stwierdza , że liderzy pikiety z powodzeniem korzystają z gruntów agencyjnych i regularnie poszerzają swoje umowy o dzierżawę. Minister nie stwierdza, że łamią prawo. Celem wypowiedzi jest – jak pisaliśmy wyżej – zohydzenie nas i podważenie zaufania. Pan Sawicki ma zapewne na myśli naszego przewodniczącego Edwarda Kosmala, który zamiast wysłać dzieci na zmywak do Anglii, pomógł im utworzyć własne gospodarstwa. W efekcie trzy czy cztery rodziny gospodarują łącznie na około 400 hektarach. 

Wspólnie użytkują sprzęt, uzupełniają się wiedzą i umiejętnościami. Dodatkowo tworzą miejsca pracy na obszarze typowo popegeerowskim. Wydawałoby się, że mamy do czynienia z modelowym przykładem gospodarstwa rodzinnego. Wydawałoby się, bo z jakichś powodów przeszkadza ono ministrowi, który obejmując urząd przysięgał dochować wierności postanowieniom Konstytucji. A przecież art. 23 mówi wyraźnie, że podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne. Dlaczego więc ministrowi przeszkadza 400 ha gospodarstwo rodziny Kosmalów, a nie przeszkadza sytuacja kiedy kilka lub kilkanaście spółek, zarejestrowanych pod tym samym adresem, będących własnością kilku osób są właścicielami kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy hektarów? Często tworząc miedzy sobą grupy producenckie i wyciągając dodatkowe środki. 

Czy Witos był frajerem? 

W czasach kiedy ZSL sięgał po dziedzictwo PSL, działacze tej partii chętnie odwoływali się do Wincentego Witosa. Dziś pewnie Marek Sawicki nazwałby go frajerem, przecież przez całe życie niczego się nie dorobił, a minister „szanuje biznesmenów nie frajerów”. 

Mimo wszystko zadedykujemy ministrowi i całej koalicji PO – PSL następujące słowa Wincentego Witosa: „Rząd współdziałający z narodem, na pozór nawet chwiejny, uważam za silniejszy od tego, który tym narodem rządzi nie pytając się go o wolę i zdanie. Istoty rządu nie stanowi komenda ani mocne gesty, dowodem siły nie jest gwałt i nadużycia, lecz autorytet oparty na prawie i woli narodu. Oklaski gapiów i zachwyt pochlebców mogą być komuś przyjemne, ale stanowią zarazem groźne ostrzeżenie”. 

Obywatel demokratycznego państwa nie musi podzielać poglądów rządzących krajem. Mniejszość musi uznać wolę większości. Pod warunkiem, że ta większość została wyłoniona w trakcie wolnych uczciwych wyborów. Taka jest logika demokracji. Obywatel ma jednak prawo do szacunku dla osób sprawujących w jego kraju władzę. Niestety, minister rolnictwa Marek Sawicki konsekwentnie robi wszystko, aby pozbawić nas, protestujących nawet tego prawa. 

Już rok temu, w dniu 26.02.2014 r., w programie III Polskiego Radia, w audycji „Za a nawet przeciw”, Marek Sawicki oskarżył NSZZ RI „Solidarność” o wciąganie „nieświadomych rolników” w obronę interesów dużych dzierżawców, którzy nie chcą udostępnić 30 proc. dzierżawionych gruntów na powiększenie kilkunastu, kilkudziesięciu hektarowych rodzinnych gospodarstw chłopskich. Stwierdził również, że warto upublicznić, ile i na jakich warunkach dzierżawią z Agencji Nieruchomości Rolnych protestujący rolnicy w zachodniopomorskim. 

Metody jak PRL-u 

Wszyscy pamiętamy również, wypowiedź szefa resortu rolnictwa zapytanego o poszkodowanych przez rosyjskie embargo polskich rolników (którzy byli zmuszeni do sprzedaży jabłek za bezcen), że „…są frajerami, a on szanuję biznesmenów, a nie frajerów”. Mimo tego, sondażowe wyniki wyborów samorządowych wskazały, że wśród rolników zwyciężył PSL. Ministra Sawickiego sukces wyborczy PSL najwyraźniej umocnił w przekonaniu, iż postępuje właściwie. Najwyraźniej doszedł również do wniosku, że PSL raz zdobytej władzy nie odda nigdy, gdyż stosuje metody rodem z PRL. 

Tak jak za komuny przeciwnik polityczny nie był po prostu przeciwnikiem, ale musiał być „zaplutym karłem”, tak obecnie jeżeli brakuje argumentów, trzeba co najmniej zohydzić oponenta, a że argumenty się w gruncie rzeczy nie liczą, pozostają zniewagi. Kłamstwo stało się powszechnie stosowanym i niestety akceptowanym przez społeczeństwo instrumentem walki politycznej. Powyższe metody Marek Sawicki stosuje z wielką zręcznością, a wydaje się, że również z dużą przyjemnością. 

W imię czego protestujemy? 

Odnosząc się do naszego protestu z 22 stycznia 2015 r. stwierdził, że przedkładamy interes własny nad publiczny. 

Wynika z tego, że zdaniem ministra we własnym interesie od ponad dwóch lat domagamy się i ponosząc znaczne koszty walczymy o: 

• Zaprzestanie masowej wyprzedaży ziemi z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa.

W sytuacji kiedy internet pełen jest dokumentów i analiz, a w praktyce bez problemu można znaleźć dowody na to, że polska ziemia rolnicza stała się przedmiotem spekulacji. Kiedy cena od momentu wstąpienia do UE do chwili obecnej wzrosła o ok. 500 procent i dalej rośnie. Twierdzenie, że masowa wyprzedaż państwowej ziemi leży w interesie publicznym jest bardzo odważną tezą. 

• Uznanie dzierżawy za pełnoprawną formę rozdysponowania gruntów oraz zagwarantowanie możliwości kontynuacji dzierżawy przez następców prawnych. 

Naszym zdaniem dzierżawa jest sprawdzoną formą władania gruntami i stanowi gwarancję zachowania narodowego charakteru ziemi. Obecnie dzierżawa jest marginalną formą gospodarowania gruntami. Czy pan minister naprawdę jest przekonany, że jest to zgodne z interesem publicznym? 

• Objęcia „tarczą antykorupcyjną” procesu gospodarowania gruntami z Zasobu WRSP oraz aktywnego udziału instytucji i organów państwowych w zwalczaniu patologii związanych z rozdysponowaniem gruntów. 

W wyniku naszych protestów doszło do kontroli NIK w kilku Oddziałach Terenowych ANR. Czy to jest działanie we własnym interesie? 

• Przygotowanie rozwiązań prawnych wzorowanych na innych krajach UE ograniczających pełną swobodę obrotu ziemią rolniczą i wspierających rodzinny charakter gospodarstw rolnych. To oczywiście również leży w naszym własnym interesie. 

• Wprowadzenie pod obrady Sejmu wniosku obywatelskiego w sprawie referendum w obronie Lasów i Polskiej Ziemi. 

To także czysta prywata. Zdaniem ministra Sawickiego, żadne dotychczasowe kontrole nie potwierdziły też wyprzedaży gruntów rolnych dla obcokrajowców. Trudno w tym przypadku zarzucić ministrowi mówienie nieprawdy. Rzeczywiście ziemię od ANR kupują spółki z większościowym udziałem polskim lub podstawieni przez obcy kapitał obywatele polscy. 

Dopiero po nabyciu gruntów obcy kapitał przejmuje udziały w spółkach. W przypadku osób podstawionych „słupów” istnieje kilka sposobów przekazania nabytych gruntów w ręce obcego kapitału. Mechanizmy te wykazała między innymi kontrola NIK. 

Pan minister raczył również stwierdzić, że liderzy pikiety szukają rozgłosu, choć dokonale wie, że istnieją łatwiejsze sposoby na zdobycie popularności niż trwanie przez 77 dni na mrozie. 

Dobre, czyli złe gospodarstwo rodzinne

I jeszcze jedna przykra sprawa która wymaga wyjaśnienia. Minister stwierdza , że liderzy pikiety z powodzeniem korzystają z gruntów agencyjnych i regularnie poszerzają swoje umowy o dzierżawę. Minister nie stwierdza, że łamią prawo. Celem wypowiedzi jest – jak pisaliśmy wyżej – zohydzenie nas i podważenie zaufania. Pan Sawicki ma zapewne na myśli naszego przewodniczącego Edwarda Kosmala, który zamiast wysłać dzieci na zmywak do Anglii, pomógł im utworzyć własne gospodarstwa. W efekcie trzy czy cztery rodziny gospodarują łącznie na około 400 hektarach. 

Wspólnie użytkują sprzęt, uzupełniają się wiedzą i umiejętnościami. Dodatkowo tworzą miejsca pracy na obszarze typowo popegeerowskim. Wydawałoby się, że mamy do czynienia z modelowym przykładem gospodarstwa rodzinnego. Wydawałoby się, bo z jakichś powodów przeszkadza ono ministrowi, który obejmując urząd przysięgał dochować wierności postanowieniom Konstytucji. A przecież art. 23 mówi wyraźnie, że podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne. Dlaczego więc ministrowi przeszkadza 400 ha gospodarstwo rodziny Kosmalów, a nie przeszkadza sytuacja kiedy kilka lub kilkanaście spółek, zarejestrowanych pod tym samym adresem, będących własnością kilku osób są właścicielami kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy hektarów? Często tworząc miedzy sobą grupy producenckie i wyciągając dodatkowe środki. 

Czy Witos był frajerem? 

W czasach kiedy ZSL sięgał po dziedzictwo PSL, działacze tej partii chętnie odwoływali się do Wincentego Witosa. Dziś pewnie Marek Sawicki nazwałby go frajerem, przecież przez całe życie niczego się nie dorobił, a minister „szanuje biznesmenów nie frajerów”. 

Mimo wszystko zadedykujemy ministrowi i całej koalicji PO – PSL następujące słowa Wincentego Witosa: „Rząd współdziałający z narodem, na pozór nawet chwiejny, uważam za silniejszy od tego, który tym narodem rządzi nie pytając się go o wolę i zdanie. Istoty rządu nie stanowi komenda ani mocne gesty, dowodem siły nie jest gwałt i nadużycia, lecz autorytet oparty na prawie i woli narodu. Oklaski gapiów i zachwyt pochlebców mogą być komuś przyjemne, ale stanowią zarazem groźne ostrzeżenie”. 

Jan Białkowski 

Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego Tekst ukazał się 26.01.2015 r. na portalu protestrolników.pl. Drukujemy go z niewielkimi skrótami

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij