PROSTA HISTORIA

Matka krzątała się po kuchni robiąc ciasta i inne potrawy. Wszystkich obowiązywał ścisły post. Z ciast najbardziej pamiętam makowniki i jagodniki. Ani ja ani moje rodzeństwo nigdy nie dostawaliśmy prezentów pod choinkę. Nie było na to stać naszych rodziców. Pod sam wieczór w Wigilię, gdy wszystko już było przygotowane, zaczynało się mycie. Była jedna duża miednica, w której każdy po kolei mył się dokładnie. Następnie ojciec przynosił wiązkę siana pod obrus. Mama zaczynała smażyć racuchy na oleju. Potem zasiadaliśmy wszyscy za stołem, który obowiązkowo był nakryty białym obrusem. Najpierw odmawialiśmy na głos pacierz, a potem łamaliśmy się opłatkiem dziękując Bogu, że wszyscy żyjemy. W czasie okupacji niemieckiej w podlaskich lasach ukrywało się bardzo wielu Żydów oraz Rosjan, uciekinierów z obozu jenieckiego. Nocowali w prowizorycznych ziemiankach, a wieczorami przychodzili do zaufanych gospodarz, by się posilić, ogrzać i dostać odzienie. Przyjmowano ich z wielkim strachem, bo gdyby Niemcy się dowiedzieli, to Majdanek pewny. W naszej wsi było bardzo niebezpiecznie, bo sołtys sprzyjał Niemcom i o wszystkim im donosił. Mimo to moi rodzice tym nieszczęśnikom pomagali jak mogli. Często w mroźną noc grzali się u nas przy piecu. Wśród ukrywających się by jeden Żyd, którego mama lubiła, bo był bardzo religijny. Rodzice zaprosili go na jedną z Wigilii. Później ten Żyd przyszedł z rosyjskimi żołnierzami na nasze podwórko i dziękował. Były łzy radości. W innym czasie trafi ł do nas uciekinier zza Buga z trójką małych dzieci. Wolał iść pod okupację niemiecką i zostawić wszystko po drugiej stronie rzeki, byle tylko być jak najdalej od „ruskich”. Pamiętam, że w Wigilię chodził po wiosce, jako kolędnik. Ludzie dawali, co kto miał, jedzenie, coś z ubrania, a kilku dało nawet po parę groszy. Za wszystko serdecznie dziękował ze łzami w oczach. Gdy zdjęliśmy z bratem kilka cukierków i daliśmy jego dzieciom, ten pan całował nas i płakał ze wzruszenia. Po kolacji wigilijnej poszliśmy na pasterkę, która odbyła się o godzinie 20.00, bo Niemcy nie pozwalali na odprawianie mszy świętych o północy.

 

Leon Szabluk
autor jest twórcą ludowym i rzeźbiarzem,
współpracownikiem Podlaskiego Kwartalnika Kulturalnego

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij