SPRYWATYZUJĄ PRZEDSZKOLA?

W tym konkretnym przypadku o pieniądze zarabiane przez spółkę, która ma zostać powołana przez władze samorządowe do zarządzania przedszkolami. Zapytana przez nas Renata Szwed, dyrektor gabinetu prezydenta Andrzeja Czapskiego, o ewentualność powstania takiej spółki odpowiada krótko: – Nie ma żadnych planów dotyczących powołania spółki zajmującej się bialskimi przedszkolami. – Konkretnych planów może i nie ma, ale temat jest rozważany, i to na poważni – twierdzi nasz informator z Urzędu Miasta. – Jeden zarządzający spółką prezes, jedna księgowa, jedna sekretarka, zamiast dziesięciu dyrektorów, sekretarek, księgowych, to dla tonącego w długach miasta grubo ponad pół miliona oszczędności złotych rocznie. Do tego dochodzi czesne, które przy dostosowaniu do realiów przedszkoli prywatnych musiałoby wzrosnąć średnio o minimum sto złotych na jednym dziecku miesięcznie. Przy 1333 dzieciach z przedszkoli publicznych daje to około półtora miliona rocznie zysku. Stąd pomysł, mimo oficjalnego dementi – tłumaczy nasz informator. Jeżeli pomysł jest tak dobry, to dlaczego jest tak zły? – Bo to pomysł absurdalny, dający co prawda oszczędności, ale kosztem dzieci. Nie jest realne, by przy takim zarządzaniu utrzymać dotychczasowy, wysoki poziom bialskich przedszkoli – mówi prosząca o anonimowość osoba z branży. Wydaje się, że coś jest na rzeczy, o czym może świadczyć zamieszanie powstałe ostatnio wokół bialskich przedszkoli. Na pierwszy ogień miało pójść przedszkole Jana Brzechwy, które – w ramach oszczędności – planowano przenieść do siedziby Szkoły Podstawowej nr 6. Zrobiono jednak przymiarkę i okazało się, że samo zaadoptowanie pomieszczeń będzie kosztować 1 mln 200 tysięcy złotych. Od pomysłu odstąpiono, ale różne „oszczędnościowe” plany szykowane są wobec kolejnych przedszkoli – mówi nasz informator. W minionym tygodniu wrzenie w mieście wywołał „zamach” na przedszkole Kubusia Puchatka, które wbrew protestującym kilkuset rodzicom ma powrócić pod „opiekuńcze” skrzydła Urzędu Miasta. Na pytanie, skąd takie nagłe przetasowania na „przedszkolnym rynku”, nasz informator odpowiada krótko: – Bo w Urzędzie Miasta skonstatowano, że przedszkole może być dobrym interesem. Za dziećmi idą ministerialne dotacje w wysokości około 500 zł na każde dziecko. Do tego w przypadku przedszkoli dochodzi 350 zł czesnego (dla przedszkoli publicznych ok. 100 zł mniej, ale za to dotacja jest wyższa). Jeżeli przedszkolem zarządza się dobrze, to może być świetny biznes. By jednak był to interes dla tonącego w długach, zagrożonego zarządem komisarycznym miasta, musi powstać podmiot, który będzie te środki zarabiał – tłumaczy nasz rozmówca. I dodaje: – Zarabiał kosztem rodziców i dzieci, ale w tym przypadku ich dobro najprawdopodobniej nie będzie priorytetem.