Kłusownictwo nie zanika

W tym miesiącu policjanci przedstawili zarzut kłusownictwa trzem mężczyznom. Trzech młodych mężczyzn z gminy Janów Podlaski oraz gminy Sarnaki roku parało się kłusownictwem w obszarze lasów, należących do Leśnictwa Konstantynów. Łupem ich padały dziki i sarny, a także ryby z rzeki Bug. Na zwierzęta zastawiali wnyki. W grudniu ubiegłego roku w taką pułapkę – najprawdopodobniej przez nich ustawioną – wpadł łoś. Zwierzę zostało znalezione w stanie skrajnego wyczerpania. Niestety, trzeba było je dobić.

Podchody

Oni tropili zwierzynę, a policja ich. Mundurowi ustalili, że grupa działała od 2011 r., w tym czasie zabiła kilkanaście sztuk zwierzyny łownej. Podczas czynności śledczych funkcjonariusze zabezpieczyli trofea łowieckie, sieci połowowe, wnyki i metalowe pułapki służące do kłusownictwa. Znaleźli również kilkadziesiąt kilogramów mięsa oraz wyroby z dziczyzny. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kłusownicy na rzece Bug, przy użyciu rybackich sieci, złowili nielegalnie około 100 kg ryb różnych gatunków. Podczas przeszukania posesji jednego z zatrzymanych zabezpieczony został ponton oraz pięć sieci rybackich. Zatrzymani zostali przesłuchani w charakterze podejrzanych i przyznali się do postawionych im zarzutów. Chcą dobrowolnie poddać się karze uzgodnionej z prokuratorem. Na poczet grożących kar i środków karnych policjanci zabezpieczyli od nich pieniądze w kwocie 6 500 zł. Za te przestępstwa grozi do 5 lat pozbawienia wolności oraz przepadek zabezpieczonego mienia.

Potrzaski groźne dla ludzi

Wart dodać, że akcesoria którymi posługują się kłusownicy, są również groźne dla ludzi. W szczególności niebezpieczne są potrzaski, które w przypadku nastąpienia na nie chwytają nogę metalowymi szczękami. Taka przygoda dla osoby dorosłej oznacza poważny uraz nogi, natomiast dla dziecka grozi utratą stopy. Dlatego też leśnicy, straż leśna i myśliwi walczą z kłusownictwem. – Edukacja młodego pokolenia prowadzona systematycznie od wielu lat przez leśników przynosi dobre efekty. Jeszcze kilkanaście lat temu w ciągu dnia zbieraliśmy w naszym nadleśnictwie od 50 do 70 wnyków czy też innych potrzasków na leśną zwierzynę. Obecnie sporadycznie spotykamy się z tym zjawiskiem – mówi Janusz Kołodziejski, leśniczy z Leśnictwa Serwin.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij